zapoznanie, czyli prolog...

- Zatrzymaj się- krzyknęłam, a deszcz jak na zawołanie zaczął mocniej kropić.- Kurwa mać, Filip, zatrzymaj się!

Odetchnęłam ciężko, ale starałam się dalej biec za nim.

Nie miałam zielonego, ani nawet fioletowego pojęcia, co mnie napadło w tamtej chwili.

Pieprzona hipokrytka.

- Filip do cholery, możesz chociaż zwolnić?!

Moje nogi odmówiły posłuszeństwa i upadłam na mokry asfalt. Pisnęłam z bólu i zacisnęłam mocno oczy.

Nina idiotko, nie będziesz teraz płakać!

- Wstawaj.

Uniosłam głowę do góry, a brunet wysunął do mnie dłoń z obojętnością wypisaną na twarzy.

- Nie mam czasu, pośpiesz się księżniczko.

- Czemu za każdym razem udajesz, że nic cię nie boli, co?

Odsunęłam jego dłoń i przetarłam zdarte kolana.

- Bo nie boli- odparł.- Masz mnie za złego chłopca, który ma trudną przeszłość? Cóż nie jestem nim, okej?

Chwycił mnie mocno za rękę i pociągnął w górę. Oczywiście moja wielokrotnie zaburzona równowaga dała o sobie znać i wpadłam na klatkę piersiową chłopaka.

- Myślisz, że wybiegłem tak, bo zobaczyłem swoją byłą? W takim razie jesteś cholernie głupia, lub naiwna- przełożył dłoń i zacisnął ją na mojej talii.

Co on odpierdala?

- Pierdolony zbieg okoliczności, a wy wszystko bierzecie na serio. Istnieje takie coś, jak przypomnienie sobie o zapomnianym spotkaniu, prawda?

Przytaknęłam, chcąc jak najszybciej wydostać się z tej dziwnej pozycji.

- Zadzwonił do mnie kolega, miałem, a! Nawet nadal mam coś do załatwienia, no widzisz- zaśmiał się sarkastycznie, a ja na moment spuściłam wzrok.

Przez moment pomyslałam, że jej widok w jakiś sposób go ruszył. Może przywrócił wspomnienia.

Byłam bardziej naiwna, niż przewidywała konstytucja.

- Zbieg okoliczności, rozumiesz? Więc przestań doszukiwać się we mnie jakiś głębszych uczuć.

- Posłuchaj...

- Myślisz, że kiedyś kogoś kochałem, że kiedyś ktoś mnie przez to zranił i teraz jestem zimny? Ja po prostu taki jestem i tyle!

- Filip...

- Tak było i będzie, nie potrzebuję nikogo i nie żałuję nikogo, ponieważ ja...- machnął ręką i przetarł czoło.- Z resztą, nieważne.

Z jego ust słychać było niespokojny oddech, a ja przegryzłam wargę z trudem przyswajając informację.

- Bo może nigdy... Nigdy nie było nikogo dla ciebie, kto mógłby... Mógłby ci to dać.

Spojrzał na mnie po raz ostatni i ruszył przed siebie. Przełknęłam ślinę i opatuliłam się mocniej bluzą.

Wtedy wszystko się zmieniło.

Komentarze

Popularne posty